niedziela, 17 kwietnia 2011

Sypie się...

Trzymając się pesymistycznej wizji z podsumowania ostatniego wpisu, kolejne rumowisko.


Resztki muszli w parku na ulicy Furgoła. Najpierw lokalni piromani spalili drewnianą konstrukcję. I tak została tylko murowana scena na której dalej odbywały się imprezy. Dziś już tylko to co widać. Jednak biorąc pod uwagę ze to miejsce żyje, przede wszystkim  festiwalem Around the Rock, to wyburzenie jest początkiem czegoś nowego. Tylko ze nie wiem czy nowej, stałej sceny czy miejsca pod przenośną konstrukcje na imprezy.
Park ogólnie ma pecha. Stworzony w "czynie społecznym" przez kopalnię dla mieszkańców miejscowości. Przechodził kilka faz świetności i upadków. Małe zoo, Dakota z restauracją, karuzela z samolotami, fontanna z żabami. W latach osiemdziesiątych nowy plac zabaw, strzelnica, altany, miasteczko ruchu drogowego.
a potem poleciało...Co się dało zdewastować zdewastowano i nie zrobili tego kosmici, tylko mieszkańcy Czerwionki. Spalono nawet restaurację.   Ktoś powie chuligani, wandale, patologia. Jasne, tak najłatwiej. zawsze winny jest ktoś inny, nigdy nie my. To także tyczy się mnie. Bo co ja zrobiłem żeby tak się nie działo?
Jedynie organizatorzy Around the Rock spróbowali przywrócić życie temu miejscu. I chwała wielka im za to.
Smutne żaby z rozebranej fontanny stoją sobie na jednym z skwerków, gdzie wcześniej wznosił się stalowy kolos obwieszczający przyjaźń i socjalizm.
Rozwiązanie zagadki z jednego z wcześniejszych wpisów. Ten ładny budynek z zdjęcia , gospoda Mariana, to popularny Grzyb, Dom Górnika własnie przy parku. Prawdopodobnie też czego go wyburzenie.
I coś z nowego życia parku, oby trwało jak najdłużej ...A piosenka chyba pasuje...

piątek, 15 kwietnia 2011

Schron w Czerwionce-mała eksploracja.

Wczoraj wieczorem wybraliśmy się na małą, bardzo małą, misje badawczą;) W miejsce które od dawna mnie kusiło , ale jakoś nigdy nie było okazji. Schron przy kopalni Dębieńsko. Mam z tym obiektem problem, to znaczy problemem jest moja niewiedza i świadomość że wynika ona z mojego zaniedbania. Gdzieś kiedyś słyszałem ze wybudowali go jeszcze Niemcy, choć równie dobrze może być wytworem zimnej wojny. W czasie stany wojennego mieścił się tam sztab. Parę lat temu widziałem jego plany i specyfikację w Urzędzie Gminy, nie przyszło mi do głowy dokładniej się temu przypatrzeć. Wtedy chyba jeszcze schron był zabezpieczony. Wczoraj dowiedziałem się ze tych dokumentów już nie ma. Wiec chyba przepadło, zostało tylko wybranie się na resztki obiektu.
Do schrony prowadzą trzy wejścia. Jedno od strony cechowni kopalni jest zamurowane. Drugie znajdowało się przy wieżyczce obserwacyjnej, przy kopalnianym dworcu autobusowym i barze. Dziś po wieżyczce i wejściu nie ma śladu, zostały zburzone i zasypane. Zostaje trzecie wejście (na marginesie całkowicie niezabezpieczone, wiem sam dzięki temu tam wlazłem, wcześniej stada złomiarzy, dzikich imprezowiczów, ale co jeśli wejdą tam jakieś dzieciaki i coś się komuś stanie? Będe musiał wybrać się do Urzędu w tej sprawie)


Bez planu ciężko określić dziś przeznaczenie większości pomieszczeń. Wszystko praktycznie  zostało wyszabrowane, nawet potężne drzwi pancerne, kable powyrywane z ścian, a musiały znajdować się tu i systemy wentylacji i oczyszczania powietrza, generatory, zbiorniki wody. Co zostało widać na zdjęciach.
Toalety przy wejściu, nikt nie połakomił się na spłuczkę


W wielu pomieszczeniach widać ślady że pełniły funkcje administracyjne. Resztki krzeseł, stolików. Czy plan kopalni.



Są też pozostałości głównego zadania schronu. Ochrony ludności. Przed atakiem jądrowym (choć nie wydaje mi się żeby ten schron spełniał tu normy)


I chemicznym.


W jednym z pomieszczeń, zapewne magazynie, walają się jeszcze puste opakowania po indywidualnych pakietach przeciw chemicznych (resztki zawartości można znaleźć  na podłodze) i elementy kombinezonów ochronnych.


Nie wyszabrowano wszystkich elementów wentylacyjnych


Główny korytarz schronu prezentuje się tak


Na jego końcu znajdowało się wejście do wieżyczki i wyjście na zewnątrz. Pozostało  rumowisko.


No i widać jednego z eksploratorów ;)
I to by było tyle relacji z "misji badawczej" ;)
Szkoda tego miejsca... Zresztą jak wielu. Odnoszę dziwne wrażenie że wokół mnie wszystko co ciekawe się sypie i wkrótce tego nie będzie.

środa, 13 kwietnia 2011

No i po czwartym sezonie.

W nocy skończyłem 4 sezon Doctora Who. Jak zwykle się wzruszyłem i przy tej okazji się zastanawiam dlaczego tak lubię ten serial. Za fabułę, za bohaterów, za niezłe teksty. Też. Ale serial cholernie gra na uczuciach, może tylko ja tak łatwo się  temu poddaję, jak już kiedyś zauważyłem na starość robię się męki. Choć jestem teraz gospodynią domową, wiec co mi zostało jeśli nie życie serialem ;) Zamiast M jak miłość Doctor Who :)
Finał czwartego sezonu zebrał do kupy wszystkie "dzieci" Doctora, jego broń...Jest też crossoverem seriali "odpryskowych" Przygody Sary Jane i Torchwood. Wszyscy razem by ponownie przeciwstawić się Dalekom 


Wszystko kończy się dobrze... no nie, nie dla wszystkich. Zostaje samotność i poczucie że to wszystko jest cholernie nie fair. Jak w życiu...
Nie fair jest też to że na razie to koniec mojego "doctorowania". zostały wprawdzie odcinki specjalne, ale trochę potrwa niż kupię sobie DVD. Do klasycznych serii nie sięgnę, aż takim zapaleńcem nie jestem. Może inaczej jestem zapaleńcem nowego Doctora. Nie sądzę też żeby bawiły mnie odcinki z lat 60. 
No i jest jeszcze piąty sezon (i 6 emitowany już przez BBC). I tu kolejny problem...Po pierwsze nowy Doctor.

BBC.COM
Ja wiem że to kwestia przyzwyczajenia, przyzwyczajenia do znakomitego Davida Tennanta, czy pierwszo- sezonowego Ecclestona. Jednak im dłużej patrze na facjatę nowego Doctora (i ta muszka brrr), tym coraz bardziej wydaje mi się, zwyczajnie wizualnie, odpychający:) Głupie wiem, ale nie kupuje tego gościa. Choć wiadomo, nigdy nie mów nigdy i ciekawość może mnie skłonić do nowych serii. Jednak jest jeszcze jedna rzecz...Zmiana głównego scenarzysty i recenzje. to bardziej skłania mnie, bardziej niż image nowego Doctora, do darowania sobie nowych odcinków... choć nigdy nie mów nigdy...
Na razie zostaje mi Torchwood, odprysk Doctora i jestem ciekaw jak prezentują się przygody kapitana Jacka i jego drużyny. W świecie Doctora, jednak bez Doctora. 
No to allons-y!



wtorek, 12 kwietnia 2011

Mene, tekel...

Policzony, zważony...Wczoraj młoda, ładna i miła Pani Rachmistrz dokonała na mnie i na moim gospodarstwie domowym spisu powszechnego :) Niby nic, ale obowiązek wykonany, państwo (system :)) zebrało o mnie informacje, które mam nadzieję czemuś posłużą. Nie tylko rocznikom statystycznym, może jakieś strategi na długie lata ...Ta wiem sam siebie oszukuję...Spisy jednak uważam za rzecz potrzebną. Choć jak pokazuje historia mogą obrócić się przeciw państwu. Niemcy na pewno w Wersalu żałowali iż w 1910 roku dokładnie przeprowadzili spis, który wykazał że większość mieszkańców Górnego Ślaska używa jeżyka polskiego (Niemcy, jak współczesna Polska nie uznawała odmienności śląskiego). Stało się to podstawą żądań Polski  o Śląsk, sięgając jeszcze punktów pokojowych Wilsona, Polska miała wszak odrodzić się w granicach etnicznych.
Stąd decyzja o plebiscycie. W mojej Czerwionce spis wykazał iż na 2954 mieszkańców 1670 mówiło po polsku, 294 po polsku i niemiecku a 1024 po niemiecku.
Wracając do współczesnego spisu, zadeklarowałem oczywiście "zakamuflowaną opcje niemiecką" :) Mam nadzieję że wreszcie moje Państwo uzna moje plemię za odrębną grupę etniczną. Tyle i aż tyle.
Noc z niedzieli na poniedziałek spędziłem na opracowywaniu mojej małej, oj bardzo małej wystawy. Choć jak się potem okazało materiał, który zebrałem może i tak być za duży. Braki antyram, sztalug, jakieś pretensje sam nie wiem o co. Chyba o to że coś ma się odbyć. Ech, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Przy okazji odnowiłem kontakty z paroma fajnymi ludźmi, może w przyszłości coś z nimi uda  się zrobić ciekawego. Na początek może eksploracja pewnego schronu...
To zdjęcie też będzie na wystawce:


Blog ma mało czytelników żeby ogłaszać jakieś konkursy, gdzie to jest w Czerwionce. Ale zostawmy to zdjęcie bez opisu ;) Może, ktoś, kiedyś odpowie...
Odpowiedź być może kryje się w tym świetnym filmiku, stworzonym przez mojego kumpla, który pomaga mi też przy wystawie.

sobota, 9 kwietnia 2011

czwartek, 7 kwietnia 2011

Trampki

Kupiłem sobie trampki. Obuwie totalnie pasujące do mojego statecznego wieku :) Ostatnie miałem chyba w podstawówce. Trampki, cichobiegi, halówki, czy jak je tam jeszcze zwano. Trzy wspomnienia trampkowe z tamtych czasów- podeszwa piszczała na korytarzu czy na sali gimnastycznej, okropnie śmierdziały gumą, jeszcze okropniej śmierdziały potem stopy feeee.
No ale współczesne trampki to nie to co te wytwory późnej komuny. To szyk, lans i masakra wizualna :) czasem tez cenowa, takie Conversy to ho ho.
Ja sobie sprawiłem  z przeceny batowskie trampki (Bata to moja ulubiona firma obuwnicza, pewnie dlatego ze mój Tata opowiadał mi jak był mały marzyły mu się buty, ogólnie buty, mój tata to rocznik 1936, ale szczególnie Bata. Buty jednak maja dobrej jakości i ostatnio można przecenione modele kupować online).
No, ale dlaczego te trampki sobie kupiłem? Chyba żeby na przekór zrobić swojemu wiekowi. No i paru gości, których lubię nosi trampy.
Pierwszy to Chuck. Jemu te buty pasują, wygodne obuwie dla nerda z elektronicznego supermarketu, ostatniej osoby od której wymagalibyśmy elegancji. Super szpiegowi pasują już nieco mniej, ale jak widać na zdjęciu z garniturem prezentują się świetnie


Choć na tej focie  oczywiście agentka Walker przykuwa uwagę, kto by patrzył na Chucka i jego trampki. Notabene to Conversy Chuck Taylor, popularnie nazywane chuckami, wiec Chuck nosi chucki :)
Drugi to oczywiście Doctor Who, przynajmniej dziesiąty (David Tennnant)


Z jego trampkami to ciekawa sprawa, bo czasem ma czerwone a czasem białe, mam dziwne wrażenie ze nawet w czasie jednego odcinka zmieniają kolor...
Wreszcie trzeci z moich "trampkarzy" Eddie Riggs bohater gry Brutal Legend


Gierka i  Eddie dali mi kupę heavy metalowej zabawy. Poznałem tez parę niezłych kawałków, których nie znalem wcześniej, jak ten o jakże poetycznym tytule. Posłuchajmy sobie na koniec.


P.S. Na klawiaturze siadł mi alt, może brakować polskich znaków. Przepraszam.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Policjanci z Czerwionki.


Przygotowuję małą wystawę z starymi fotografiami mojej miejscowości, Czerwionki. Trafiło się to zdjęcie. Na pierwszym planie policjanci z Czerwionki. Policjanci Województwa Śląskiego, bo tak nazywała się formacja powołana na mocy Statusu Organicznego, podlegająca władzom województwa. Mundury w zasadzie te same jak Policji Państwowej, prócz orła śląskiego na pagonach. Większość z nich stanowili byli powstańcy. Nie potrafię ich rozpoznać. To znaczy z imienia i nazwiska. Znam paru czerwieńskich policjantów , są nawet ich fotografie, ale ciężko ich dopasować. Jeden, dwóch wydaje mi się pasować.
W wrześniu 1939 większość policjantów ewakuowano na wschód, gdzie zgarnęli ich później Sowieci. I zamordowali.
Karol Błaszczyk-posterunkowy w Czerwionce, mieszkał z rodziną na mojej ulicy, Furgoła pod numerem 47, później przeniesiony do Lutyni Polskiej. Zamordowany 10 kwietnia w Kalininie.
Cyryl Brzoza- powstaniec śląski,  przez pewien czas na posterunku w Czerwionce. Trafił do Ostaszkowa.
Wilhelm Rydygiel- powstaniec śląski, tuż przed wojna trafia na posterunek w Czerwionce. Zamordowany w Kalininie.
Ludwik Szafron- powstaniec, długie lata na posterunku w Czerwionce, potem w Paniówkach. Ostatnie jego znane miejsce przebywania, obóz w Ostaszkowie.
Zapominamy jak wielu ludzi z naszych, górnośląskich, miejscowości znalazło śmierć na wschodzie. Ze do nas też strzelano "o pewnym brzasku w katyńskim lasku".
Lepiej nas nazwać "zakamuflowaną opcją niemiecką" i wygłaszać brednie, jeśli jakaś grupa ludzi pragnie przywrócenia tego co dała nam Rzeczpospolita, a odebrali nam Niemcy i polscy komuniści. Autonomii. Autonomii na mocy której istniała Policja Województwa Ślaskiego. A śląski orzeł nie przeszkadzał służyć Polsce, chyba nawet przeciwnie. Służyć aż po śmierć...
Grrr poniosło mnie trochę , ale nie potrafię słuchać bredni. Zresztą RAŚ też jest tu winny, bo nie akcentuje tego czym był Status Organiczny Województwa Ślaskiego, a był dokumentem konstytucyjnym, częścią obu przedwojennych polskich konstytucji. Jednym z najlepszych dokumentów polskiej myśli politycznej.
Wróćmy jeszcze do fotografii. Za policjantami maszeruje prawdopodobnie (jeszcze to badam) Oddział Młodzieży Powstańczej z Czerwionki. Za nimi widać zabudowania majątku (dziś istnieje już tylko jeden budynek z widocznych, reszta została rozebrana, to ten duży, za nim teraz stoi Tesco). Maszerują oczywiście ulicą Furgoła, mniej więcej na wysokości mojego bloku :).
Trochę się jeszcze pojawi starych zdjęć. Na razie tyle.
Acha, dziękuje za życzenia urodzinowe. Nemezis, Rysiu, Teddybear i Basia, dziękuję, że pamiętaliście o staruszku :)