Bardzo zapraszam wszystkich w sobotę 24 listopada do biblioteki publicznej w Czerwionce na spotkanie poświęcone tematyce wojny secesyjnej. W programie przede wszystkim zdjęcia i opowieści z tegorocznej rekonstrukcji bitwy pod Shabsburgiem. Hen za ocean na tą właśnie bitwę dotarł Kapral 14. Pułku z Luzijany wraz z 6 tysiącami innych rekonstruktorów. Warto będzie posłuchać i zobaczyć jak wyglądają naprawdę duże rekonstrukcje historyczne, oraz pola bitew pod Shabsburgiem i Gettysburgiem. Oczywiście członkowie 14. Pułku dają też pokaz musztry i strzelania.
Zaczynamy w sobotę o 14:30 w bibliotece publicznej w Czerwionce. Serdecznie zapraszam!!!
Ponownie zapraszam na stronę 14. pułku piechoty z Luizjany, tym razem pojawiła się tam moja relacja z wyprawy do Giżyna. Zresztą znajduje się tam całe mnóstwo bardzo dobrych artykułów o wojnie secesyjnej. Już za tydzień 14. pułk zawita do Czerwionki, ale o tym wkrótce.
Rok temu się nie udało, w tym już tak. W Remebrance Day (Dzień Pamięci), kiedy narody Wspólnoty Brytyjskiej wspominają swych poległych żołnierzy, wraz z przyjaciółmi z 14. Pułku (i nie tylko) odwiedziłem cmentarz brytyjski w Krakowie. Powoli, powoli, składam losy spoczywających tam ludzi, czasem po jednym zdaniu, jednym fakcie. Dobrze było oddać im hołd własnie w ten dzień. Na cmentarzu zjawiła się też delegacja parlamentarzystów australijskich!
Złożyli wieniec pod Krzyżem Poświęcenia, rozbiegli się by położyć różę przy każdym australijskim grobie.
Jednego przeoczyli niestety. My spokojnie obeszliśmy cmentarz, zadumali nad losem żołnierza i złożyli nasze kwiaty i znicze.
They shall grow not old, as we that are left grow old:
O prostytucji w czasie wojny secesyjnej można przeczytać w moim artykuliku opublikowanym na stronie 14. Pułku Piechoty z Luizjany. Zapraszam do lektury. Wszelkie uwagi i komentarze mile widziane.
W trakcie lektury książki Marka Thompsona "The White War. Life and Death on the Italian Front 1915-1919." , naszły mnie myśli o drucie kolczastym. Niop, wiem jestem dziwny. Czytając jednak o włoskich żołnierzach masakrowanych ogniem karabinów maszynowych przed zasiekami, których nie potrafią, przekroczyć i tłumaczeniach dowódców że to własnie drut kolczasty był przyczyna klęski kolejnego natarcia, trudno takich przemyśleń nie mieć.
Drut kolczasty to w sumie późny wynalazek, stworzony w latach 70. XIX stulecia. Ludzie zawsze chcieli trzymać zwierzęta albo innych ludzi tam gdzie chcieli albo kierować gdzie chcieli. W wykorzystaniach militarnych pojawiały się kozły hiszpańskie, abatisy, używano kolczastych roślin, jak żółtnica pomarańczowa. W Afryce takie kolczaste zasieki zwano zaribami. W czasie wojny secesyjnej federalni wykorzystali druty telegraficzne w fortyfikacjach polowych Knoxville. Wojskowi chyba nawet bardziej od farmerów i hodowców ucieszyli się z wynalazku kolczastego drutu. I tak sobie pomyślałem że gdyby wybrać najbardziej charakterystyczny przedmiot XX wieku byłby to właśnie drut kolczasty. Wiem, wiem tyle cudownych i pięknych rzeczy wymyślono, ale gdyby popatrzeć na masowość zastosowania? Wszystkie wojny. Pierwsza oczywiście najbardziej się kojarzy. Z dzieciństwa mam w pamięci kadr z komiksu o Richardzie Sorge, sowieckim szpiegu, gdzie bohater wisi na zasiekach.
Nawet w wojskowych piosenkach drut kolczasty musiał się pojawić.
Teraz dodajmy obozy koncentracyjne, łagry, więzienia, granice... Tysiące? Miliony kilometrów kolczastego drutu?
Dla mnie osobiście krajem drutu kolczastego jest Izrael. Swego czasu spędziłem tam dwa tygodnie i wydawało mi się że widzę go wszędzie. Może miał na to wpływ cel mojej wizyty tam, czyli szkolenie o holocauście, mimo to odczuwałem jego wszechobecność. Nie mówię tylko o takich miejscach jak to przejście w murze odgradzającym Izrael od Autonomii Palestyńskiej (po drugiej stronie Betlejem):
Gdzieś w starej Jerozolimie:
Nad Jeziorem Galilejskim:
Na Górze Oliwnej:
Żeby nie było tak całkiem ponuro i na poważnie, to jest jeszcze jeden, w zasadzie jedna, Drut Kolczasty (u nas zwana Żyletą:))
Gdybym chciał tu wrzucić mój ulubiony fragment z tego filmu (zresztą wycięty z wersji kinowej), musiałbym nadać blogowi kategorię "dla dorosłych". Nie potrafię też znaleźć piosenki do filmu grupy "Shampoo" (ktoś jeszcze pamięta te dwie brytyjskie nastolatki?), więc coś innego.
Po roku dynie wracają. Ponownie nurzałem się w pogaństwie i czarnej magii, czyli bebechach tego pożytecznego warzywa. Nasi dziadkowie robili to samo, nim jeszcze ktokolwiek u nas słyszał o Halloween i straszyli świecącymi głowami dziewczyny. Dyń wydrążyłem trzy, ale jedną moja córka podarowała babci:). Dwie siedzą sobie na parapecie, a cienie i blaski świec wesoło skaczą po ścianie.
Wracając z Giżyna, zatrzymaliśmy się na krótki postój na Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym. Jak się okazało moi towarzysze to doświadczeni eksploratorzy i znawcy fortyfikacji i nawet te parę minut powierzchniowego zwiedzania to było coś.
I tyle, bo jeśli zbyt długo spoglądasz w MRU, MRU wejrzy w Ciebie ;).