sobota, 5 października 2013

Na Polach Chwały- obrazki

Po tygodniu od Pół Chwały można by pokazać parę obrazków. Co nieco znalazłem z wyczynami 9. Roty. Jak te ruchome, z perspektywy obrońców polskiego dworku, gniazda buntowników. Nie ma to jak regularne wojsko w ataku. W ostatnich sekundach filmu walę się na ziemię rażony wrażą kulą. 
Film to zobaczenia tutaj.
Warto zajrzeć do tej niezwykle barwnej galerii. 9. Roty tu całkiem sporo, w technikolorze, w czasie tłumienia i wiosny Ludów i Powstania Styczniowego. Niektóre foty niesamowite. 
Oczywiście można też znaleźć fotorelację na naszym forum, 14. Pułku z Luizjany. Tam zarówno Rota, jak i niedzielna potyczka z czasów wojny secesyjnej (na której nie dane mi już było być).  

wtorek, 1 października 2013

Co o Wielkiej Wojnie z Turkami poczytać warto.

Do napisania o tych książkach przymierzałem się już od dość dawna, ale dziś wpasowuje się w rocznicę. 1 października 1918 roku arabscy insurgenci wkroczyli do opuszczonego przez Turków Damaszku. Tak, to Wielka Wojna wykroiła problemy, które na Bliskim Wschodzie ciągną się po dziś dzień. Trzy książki w tym temacie, moim zdaniem godne polecenia. 
Najpierw Dardanele...

Kampania na Gallipoli, jest jednym z tych epizodów Wielkiej Wojny, który nie przestaje mnie fascynować. Z wielu powodów. Praca Petera Harta, autora wielu publikacji o I Wojnie, jest kolejną książką, którą na ten temat przeczytałem. Jej niewątpliwą zaletą jest obalanie mitów. Wielu mitów, którymi wydarzenia na Gallipoli obrosły-o tureckich karabinach maszynowych, jakoby koszących lądujących na plażach żołnierzy, o niemieckich oficerach, których Alianci widzieli w każdym lepiej ubranym Turku. Czy o mapach, których mieli nie posiadać Alianci i wiedli żołnierzy w niedostępne miejsca, wąwozy i urwiska. Mapy były i to bardzo dokładne, francuskie, tyle że przerysowując je Anglicy stosowali swoje poziomice i strome wzgórza zmieniały się w łagodne pagórki.Oficerowi zresztą i tak map nie potrafili czytać... Hart opisuje szerzej udział żołnierzy francuskich w operacji, fakt często pomijany. Książka ma jedną moim zdaniem wadę (choć dla kogoś może to wadą nie być)- wspomnienia. Dlaczego to niby wada, bo autor oddaje głos uczestnikom często (co jeszcze jest w porządku), ale też na bardzo "długo". Strona, półtorej, parę linijek od autora i znów wspomnienia.Czasem ma się wrażenie że autor nie chciał się przemęczać. Acha, zaletą jest też to że nie jest ANZAC-centryczna. Autor oddaje sprawiedliwość wszystkim kombatantom. Co nie zmienia faktu że Gallipoli jest głównym elementem australijskiej świadomości narodowej.
A przez postać Kemala Paszy -(nowo) tureckiej.

Teraz dalej na południe...


Tytuł książki nawiązuje do arabskiego przysłowia-"Kiedy Bóg stworzył Piekło, uznał że nie jest dosyć okropne, więc stworzył  Mezopotamię." Jest w tym wiele na rzeczy. Autor, Charles Townshend (zbieżność nazwisk z brytyjskim dowódcą, który poddał Kut, całkowicie przypadkowa), kreśli niezwykle bogaty obraz brytyjskiej inwazji Mezopotamii i późniejszego powstania Iraku. Jest tu dużo polityki, w której gąszczu można się nieco pogubić. Zresztą czasem sami jej wykonawcy się w niej gubili. Od szalonych projektów uczynienia z Mezopotamii miejsca dla osadnictwa z Indii (takiej indyjskiej koloni) po przepełnione wyidealizowanym obrazem Arabów miraże ich narodowego państwa. Jest dużo o działaniach militarnych, bitwach, oblężeniach, ich specyfice w warunkach Międzyrzecza. Koszmarze rannych i jeńców, istnym piekle. O nietypowych spotkaniach, jak rajd rosyjskich kozaków z Persji, by spotkać się z brytyjskimi sojusznikami.

Imperial War Museums

Autor nie traci perspektywy całego Bliskiego Wschodu i dokładnie prezentuje powstanie Iraku i problemy jakie Brytyjczykom to przyniosło. Bagdadzkim Żydom, chrześcijańskim Asyryjczykom przyniosło zaś zagładę...
Czas wreszcie na Palestynę...


"Ostatnia Krucjata" kojarzy się z Indianą Jonesem, tytuł jest jednak dość trafny. Autor przedstawia zmagania w tej części Bliskiego Wschodu od tureckich prób opanowania Kanału Sueskiego po zdobycie własnie Damaszku (i ostatniego skoku do Aleppo). Jest o osławionej bitwie o Beer Szewę i szarży australijskiej lekkiej kawalerii (która była jedynie częścią zmagań o to miasto)...


...jest o arabskiej irredencie, gdzie nie mogło zabraknąć postaci T.E. Lawrence i jego wyczynów.


Książka napisana jest przejrzystym i prostym językiem i koncentruje się głównie na sprawach militarnych. Polityczne kwestie są poruszane na tyle ile potrzeba ich ukazania dla wydarzeń militarnych. Autor sporo miejsca poświęca Turkom i stara się przedstawić jak najbardziej bezstronny i krytyczny dla obu stron obraz kampanii. Kampanii, która jak ta w Mezopotamii, otworzy kolejny worek z problemami...


niedziela, 29 września 2013

Na Polach Chwały.

Dane mi było po raz pierwszy uczestniczyć w imprezie Pola Chwały w Niepołomicach.  Wprawdzie nie w takim wymiarze czasowym jak przewidywałem, ale są takie chwile w życiu mężczyzny że musi porzucić kompanów i broń, dla kogoś najważniejszego na świecie...
Sama impreza to coś niesamowitego, miasto i zamek przejęte przez miłośników historii. Grupy rekonstrukcyjne, pokazy, gry, kramy wszystko to robi niesamowite wrażenie. Tak jak dziedziniec zamku, pełen austro-węgierskiej piechoty, dzieciaków, gier.






Fajnie zobaczyć co ludzie próbują ożywiać, w co się przebierać, co badać. Czy to klimaty Ameryki Północnej z XVIII stulecia...


Czy NRD...


Czy starej fotografii, wraz z błyskiem magnezji...


Siłę pasji zobaczyć można było w przeogromnej dioramie bitwy pod Lipskiem.



W szeregach 9. Roty udało mi się tłumic aż dwa powstania-węgierską Wiosnę Ludów i polskie Powstanie Styczniowe (w ostatnim zginąłem za cara, po raz pierwszy w boju zawiódł mój Enfield i przyszło paść). Węgrzy mimo ze zostali potłumieni okazali się bardzo sympatycznymi chłopakami. 


Zdecydowani do Niepołomic trzeba będzie powrócić za rok.
Dzięki wielkie dla Michała i jego Małżonki, za gościnę i pomoc w transporcie. Dobrze że są tacy ludzie... 

środa, 18 września 2013

Tajemnica "Portretu młodzieńca" Rafaela wyjaśniona !


OK. Totalnie przegiąłem z tytułem, bo nie wiadomo co stało się z obrazem Rafaela, który zrabowali Niemcy w czasie II Wojny Światowej. Czy jest nadal gdzieś schowany, czy wisi sobie gdzieś w prywatnej kolekcji....Popatrzmy jednak uważnie na początek zwiastuna nowego filmu Georga Clooneya...


Tak wśród płonących dzieł sztuki widzimy zaginione dzieło z polskich zbiorów. Widzi to człowiek i już ma pozytywne nastawienie wobec zbliżającego się filmu. Bo widać że ktoś nieco pomyślał, obrazu nie odnaleziono więc można przyjąć że został zniszczony. Można pokazać go w takiej scenie jak w filmie. Filmie który opowiada o ludziach, którzy starali się ratować zrabowane przez nazistów skarby kultury. Jednym z nich był Karol Estreicher. 


W filmie Estreichera raczej nie będzie, a i samych tytułowych Monuments Man było więcej niż siedmiu o których mowa w zwiastunie. Jest to opowieść o pułkowniku Stout i jednej z pierwszych grup "ratowników", którzy wylądowali w Normandii i ruszyli za amerykańskimi wojskami by ochraniać dzieła sztuki.  Zapowiada się smakowicie. Warto zajrzeć tu by dowiedzieć się nieco więcej.  



niedziela, 15 września 2013

Japońskie klimaty w Edenie.

Coś tu azjatycko ostatnio u mnie...tym razem jednak za sprawą figurek do Edenu. Udało mi się wreszcie skończyć całość mojej robociej bandy do tego post apokaliptycznego systemu. Oto siły I.S.C.


Bardzo podoba mi się japoński duch tych modeli, wynikający z historii świata gry. Twórca projektu I.S.C.-sztucznej inteligencji, robotów, potężnych schronów dla ludzi, no ogólnie zachowania ludzkości w obliczu zagłady- był Japończyk. Maszyny oczywiście nieco zbzikowały, jak to zwykle bywa i zamiast dbać o ludzi zaczęły wyprawiać rożne dziwne rzeczy. Potężny Daymio już się prezentował, czas na resztę.
Sporej wielkości Ronin


Przeuroczy jest ten kapelusz, a potężne miecze budzą respekt. Maszyna do rąbania mięsa. W równie ślicznym nakryciu głowy- Kunoichi-kobieta(robot) ninja.


Totalnie nie maskujące wdzianko jej zrobiłem, jak na szpiega i infiltratora :)
Pora na Komuso

Uwielbiam ten model! Komuso to wędrowni żebraczy mnisi buddyjscy, rozpoznawalni po grze na flecie i kapeluszu wyglądającym jak kosz. Prawdziwi wyglądają tak:

wikimedia.org
Robocia wersja ma flet (plus kolumny) i łeb wyglądający jak kosz. Musiałem mieć ten model, bo przypomina mi jedną z komiksowych opowieści  o Usagim.


Na koniec kolejna kobieta-robot, Gejsza.


Prawdziwe gejsze maja więcej uroku, model jednak naprawdę fajny, zwłaszcza parasol. 




czwartek, 12 września 2013

Chińskie obrazki.

Dawno temu, kiedy to człowiek chodził do podstawówki (takiej porządnej, 8-klasowej, gdzie się uczyło dzieci a nie wytwarzało tony papierów) praktycznie co tydzień wpadał do biblioteki. Brał potem już do czytania co popadło, ot taki był głód słowa drukowanego. Pewnego razu pożyczyłem dwie pięknie wydane książki z chińskimi opowieściami o Królu Małp. Baśnie nie powiem fajne, egzotyczne, a same książki pełne barwnych ilustracji. Niby to tradycyjne chińskie malarstwo, ale takie żywe, dynamiczne. Coś podobnego w tamtych czasach widziało się niekiedy na opakowaniach chińskich glinek czy kredek. Tak mi się przypomniały te ilustracje kiedy trafiłem na obrazy współczesnych chińskich malarz, które bardzo mi się spodobały. Weźmy na przykład ten obraz pana Wang Kewei


Dzikość i barbarzyństwo tego starożytnego wodza aż biją z płotna. Co do dzikości to jeszcze to. Tygrysy.




Pełne gracji i uroku są też historyczne obrazy artysty Zhwei Tu (warto zajrzeć na jego stronę, gdzie jest wiele obrazów także w zachodniej tradycji, w tym urokliwe akty)




Jeszcze jeden malarz, Hongnian Zang (też warto zajrzeć na jego stronę). 


Dzięki temu filmowi można się dowiedzieć co obraz przedstawia

                                    

A nawet zobaczyć jak powstawał


                                   


Zang jest  autorem obrazu za którym kryje się wstrząsająca opowieść z nieodległej historii...



czwartek, 5 września 2013

Słowo oficera.


Nie jestem wielbicielem cesarza Wilhelma II, uważam że był nieszczęściem dla Niemiec i Europy (pozostając w kręgu rodziny to to samo myślę o carze Mikołaju II). Czasem mi Wilusia po ludzku żal, niepełnosprawność, utrata ojca, brytyjskie kompleksy.


Trafiłem jednak na ciekawą opowieść, dzięki której znów zwyczajnie po ludzku Wilhelm zdobył parę punktów u mnie. Opowieść oczywiście z czasów Wielkiej Wojny.
W niemieckiej niewoli od początku wojny znajdował się kapitan Robert Campbell z pierwszego batalionu pułku z East Surrey. 


Przebywał w obozie w Magdeburgu, gdzie w 1916 roku dotarła do niego informacja o poważnej chorobie matki. Nowotwór nie dawał jej szans na przeżycie. Zrozpaczony syn napisał do cesarza Wilhelma prośbę o zwolnienie z niewoli, by móc ostatni raz spotkać się z matką. Ku swemu zaskoczeniu Campbell otrzymał odpowiedz od cesarza, który zwolnił go na dwa tygodnie z niewoli. Pod jednym warunkiem, że da słowo brytyjskiego oficera iż wróci do Niemiec. Kapitan słowo dał, dotarł do łoża chorej matki, spędził z nią tydzień (drugi zszedł mu na podróż) i wrócił!. Słowa honoru dotrzymał (dotrzymali go tez jego brytyjscy przełożeni, którzy mogli przecież zmusić go do pozostania i olać umowę z cesarzem). Matka zmarła trzy miesiące po wizycie syna. On sam resztę wojny spędził w niewoli, by ponownie przywdziać mundur w czasie drugiej wojny. 
Gest cesarza, honor oficera...to wszystko na tle rzezi jaką była Wielka Wojna. 
Szczypta sympatii wobec Wilusia jednak się pojawia...