Tak jakoś dziś z jednym uczniem w rozmowie pojawił się temat gotek. Nie, nie o Germankach. Tych mrocznych, ufarbowanych dzieciach nocy ;). Trochę się pośmialiśmy, nie z nich dla jasności, bo wyszło że to nasza estetyka. A co, lubię takie klimaty, nie tylko steampunk:).
Od razu też przypomniały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze fajne komiksowe "paski" o takowej dziewczynie. Nazywa się Rosie Poe, ma kota Crowleya ;) i jest mroczna co oczywiste.
Nic nie zapowiadało że będzie paskudnie. Wręcz przeciwnie,nadchodzący tydzień jawił się nad wyraz dobrze. Dobrym zwiastunem było iż w sobotę, za jednym posiedzeniem, skleciłem mały artykuł, który być może ujrzy światło dzienne na stronie bardzo sympatycznej grupy rekonstrukcyjnej (pozdrawiam 14. z Luizjany:)).
Wszystko jednak popsuły choróbska, szpitale...Cały tydzień to jedna troska o bliskich.
Czasem człowiek sobie myśli że szkoda że nie można problemów rozwiązywać o tak:
Macie czasem wrażenie że za historią świata stoję inne siły niż nam się wydaje,że wystarczy jedynie odchylić zasłonę mroku by poznać szokującą prawdę... iż na przykład Abraham Lincoln był łowcą wampirów a amerykańska wojna domowa była konfliktem z południowymi krwiopijcami (i ich ludzkimi sługusami).
Ok, tak nie było. Jednak pewien amerykański pisarz, Seth Grahame-Smith, popełnił najpierw książkę "Duma i uprzednie i zombi", a później właśnie żywot Abrahama Lincolna jako pogromcy wampirów (wczesniej jednak niejaki Moorat z królowej Wiktorii uczynił łowczynie demonów). Książek nie czytałem (może kiedyś), sama taka zabaw historią czasem przybiera niezłe rezultaty. W klimatach wampirycznych przykładem jest seria Anno Dracula.
Pomysł z Lincolnem okazał się chwytliwy i oto wkrótce czeka nas film. Zwiastun prezentuje się tak:
Bardzo klimatyczny jest też plakat
Film zapowiada się należeć do kategorii, która nazywam, filmem tak głupim że aż fajnym:) Na seans kinowy proponuje wybrać się o tak
Nie da się ukryć to moje ulubione zwierzęta. Uwielbiam ich niezależność, grację, ewolucyjną doskonałość. Więc by należycie świętować dzień tego wspaniałego ssaka, parę kotów które spotkałem i sfotografowałem.
Kot kolejowy
Spotkanie dwóch pierwotnych sił-kota i mojej córki :)
Jak widać kot rozsądnie wybrał miejsce bezpieczne i wysoko położone.
Koty Egzotyczne.
Ten oto obserwuje pielgrzymów nieopodal Ściany Płaczu w Jerozolimie. Zresztą Stara Jerozolima pełna jest kotów.
W nocy spotkałem też starego Palestyńczyka który karmił potężne stado czworonogów nieopodal kościoła luterańskiego. A tu koty (śródziemno) morskie :)
Rusza na łowy, pożerować na wędkarzach, a w tle Tel Awiw. Jeszcze jeden na tym samym falochronie.
Teraz absolutna gwiazda. Klapniętouchy ;) kot z Jaffy.
Jeśli jesteś piechurem (a do tej kategorii, z kawalerii zmechanizowanej ;), sprowadził mnie śnieg) i dajmy na to chciałbyś przejść z Czerwionki do Dębieńska (i z powrotem), tak jak ja dziś, będziesz mieć fajną zabawę. Nazywana się ona "Gdzie jest chodnik" :)
Czytam sobie powoli książkę "Wojna pod ziemia 1914 -1918" o działaniach minerskich w czasie Wielkiej Wojny (super że wydawnictwo Replika postanowiło wydać u nas tą pracę, kusiła mnie od pewnego czasu na Amazonie). Jeden z rozdziałów poświęcony jest zakwaterowaniu pod ziemią. A tu parę dni temu taki news. W Alzacji, w pobliżu miejscowości Carspach odkryto fragment okopów i schronu, który został zasypany w czasie francuskiego ostrzału artyleryjskiego. Wewnątrz 21 ciał niemieckich żołnierzy, szkielet kozy i masa zachowanego sprzętu. Media ochrzciły odkrycie Pompejami pierwszej wojny. Rzeczywiście historia jest niesamowita i takież też wrażenie robią zdjęcia z stanowiska.
Znów w ramach odrabiania filmowych zaległości. Po "Centurionie" trzeba było sięgnąć po "Dziewiąty legion", kolejny film oparty o historię zaginionego tytułowego legionu (choć oryginalny tytuł to "The Eagle "-Orzeł, bo wokół sztandaru legionu toczy się akcja, nie zrozumie nigdy polityki polskiego nazywania filmów, zakłada ona że wszyscy są głupi i nikt nie załapie o co chodzi w tytule).
Na odległą placówkę w Brytanii przybywa młody oficer Marcus, syn jednego z dowódców 9. legionu, który lata wcześniej przepadł gdzieś na północy Brytanii. Przepadli ludzie, przepadł też sztandar. Stracone orły to hańba dla Rzymu i ta hańba ciąży na Marcusie. Stara się ją zmyć poprzez służbę, ale w wyniku odniesionej rany przestaje być legionistą. Kiedy dowiaduje się że krążą plotki iż jedno z plemion za Murem Hadriana oddaje cześć orłowi, prawdopodobnie sztandarowi legionu, wraz z ocalonym przez siebie niewolnikiem Escą, rusza na północ. By odzyskać sztandar i honor rodziny...i poznać losy ojca.
W "Centurionie" historia była jedynie pretekstem opowiedzenia krwawej, wojennej historii. W wypadku tego filmu jest dużo lepiej z realiami historycznymi i z samą opowieścią. Ma na to wpływ zapewne fakt iż jest to ekranizacja powieści autorstwa Rosmary Sutclif. Legioniści w marszu wyglądają jak "muły Mariusza" tarabaniąc swój rynsztunek na plecach. Podobało mi się ukazanie religijności Marcusa. Jest wyznawcą Mitry, którego kult popularny był wśród legionistów.Małe, ale naprawdę dobre sceny bitewne, dyscyplina i szyk Rzymian kontra dzikosć barbarzyńców. No i brytyjskie rydwany :). Postacie nie są do końca jednoznaczne, Marcusa możemy polubić, by po jednej z scen całkowicie zmienić o nim zdanie. Podobnie z Escą. Jest to jednak opowieść o honorze, poświeceniu, męstwie i przyjaźni. Które jak się okazuje nie są jedynie przypisane cywilizowanemu Rzymianinowi. "Centurion" jest filmem brutalnym, w "Dziewiątym legionie" też jest sporo przemocy, w tym dwie sceny które nazwałbym wręcz okrutnymi. Podoba mi się obraz plemienia Fok, tych którzy mają orła, choć tu ktoś może powiedzieć że wyglądają i zachowują się jak Indianie:) (parę razy przypominał mi się "Ostatni Mohikanin)
"Dziewiąty legion" jest zdecydowanie lepszy od "Centuriona" (co nie znaczy ze ten ostatni nie wart jest obejrzenia), bardzo polecam.