Gęsto i mroczno się robi od postów tyczących Wielkiej Wojny, warto by wiec może zmienić nieco klimat. Na bardziej wschodni i figurkowy. Wykorzystując parę promyków słońca udało mi się dokończyć (choć bez wszystkich podstawek) moją bandę klanu Ito do systemu "Bushido"
Po dość odjechanym Kulcie Yurei, równie odjechany klan Ito. Jeden z możnych rodów świata gry, złowieszczy w swej naturze, a poprzez kontakty z tajemniczym wężowym kami (bóstwem) obdarzony gadzimi atrybutami. No może nie wszyscy są obdarzeni, ale niektórzy dość poważnie, na tyle że ich człowieczeństwo można bardzo mocno postawić pod znakiem zapytania.
Ito Itsunagi, zuchwały następca przywódcy klanu, okazujący pogardę dla wrogów poprzez brak zbroi. Figurka w pozie może mało dynamiczna, ale robi niezłe wrażenie napięcia, oczekiwania na atak potężnych mieczy (choć jak on jest w stanie machać dwoma katanami naraz nie mam pojęcia).
Akimoto-jak widać tenże wojownik zgadział bardzo mocno. Fajny miks człowieka i kobry.
Sakura, jednak ta dama z kwiatem wiśni od którego ma imię niewiele ma wspólnego. Wężowa kapłanka o sercu zimnym jak ostrze jej noża.
Pozostając przy niewiastach, jeśli można jeszcze o niej tak powiedzieć, Ito Kaihime. Jak widać szczodrze obdarzona (bez skojarzeń) wężowymi łaskami. Bardzo ciekawy model, przyjemny w malowaniu.
Świątynni wojownicy. Bardzo ładne, bardzo samurajskie w wyglądzie figurki. Ślicznie im się szaty układają, nadając dynamizmu.
Na koniec samuraje w wersji bardziej pancernej. Niestety temu na pierwszym planie zgubiłem sztandar (ale się znalazł, tylko go jeszcze nie pomalowałem), więc jest niepełny. Ciekawe zbroje i hełmy, figurki robią wrażenie jak przystało na obleczonych w zbroje samurajów.
W 1815 roku w podręczniku dla brytyjskich żołnierzy jako przykładowy żołnierz wymieniany jest niejaki Thomas Atkins z 6. Pułku Dragonów. To miano, w zdrobniałej formie Tommy, stanie się przezwiskiem dla brytyjskich żołnierzy, używanym zarówno przez nich samych, jak i ich wrogów. W tytułach trzech książek o których chciałbym napisać pojawia się Tommy, ten z okopów Wielkiej Wojny.
Pierwsza z nich to praca Richarda Holmesa "Tommy. The Brituish Soldier on the Western Front 1914-1918." Holmes jest jednym z moich ulubionych historyków zajmujących się tematyką armii brytyjskiej, jest znakomitym pisarzem i historykiem. "Tommy" stanowi część trylogii, wraz z opisywanymi tu swego czasu "Redcoat" i "Sahib". Na przeszło 600. stronach Holmes maluje obraz brytyjskich żołnierzy na froncie zachodnim Wielkiej Wojny. Od oficerów po prostych piechurów czy artylerzystów. Jesteśmy z nimi na tyłach, w okopach, na ziemi niczyjej, w obłokach trujących gazów. Dowiadujemy się co jedli, co pili, dlaczego nie lubili kolegów z moździerzami, za co nienawidzili lub kochali swych oficerów. Podobnie jak w pozostałych częściach trylogii Holmes stara się oddać jak najbardziej obszerny obraz żołnierskiego życia. Tak ja poprzednio jest to opisane z wielką dozą sympatii, ale bez koloryzowania czy upiększania. Tommy może być i bohaterem i kanalią, może napoić rannego jeńca, ale także zadźgać go bagnetem, Autor nie boi się pisać o rzeczach nieprzyjemnych- o egzekucjach dezerterów, o chorobach wenerycznych. Obraz ma być pełny. Biel, czerń, szarość, w jej mrowiu odcieni. Nieszczędzi na przykład, za żołnierzami, krytyki anglikańskim kapelanom, chwaląc ich katolickich kolegów. Stara się weryfikować pewne mity, jak osławione stwierdzenie iż brytyjska armia "to lwy wiedzione przez osły". "Tommy" to znakomita praca i równie zajmująca lektura.
Z kolei książka Petera Doyla, której okładki widzimy powyżej , pozwala poznać dokładniej "techniczną" stronę Tommiego. Przede wszystkim zobaczyć na znakomitych fotografiach. Wyposażenie, broń, elementy musztry czy szkolenia to wszystko tu znajdziemy. Rzeczowo opisane i wzbogacone instrukcjami z epoki. Od zakładania maski przeciwgazowej (rożnych typów), obsługę karabinu maszynowego Lewis, po higienę stop (bardzo ważną, by uniknąć "stopy okopowej").
Wreszcie ostatnia pozycja autorstwa Andrew Robertshawa. Tym razem towarzyszymy Tommiemu przez 24 godziny w kwietniu 1918 roku. Towarzyszymy mu w walce, od nocnego rajdu do niemieckich okopów, poprzez atak gazowy i szturm niemieckich żołnierzy. Wszystko to w rekonstruowanym okopach. Ta niby dokumentalna relacja oparta na wspomnieniach, dziennikach bojowych daje niesamowitą możliwość "wejścia" w walkę. Warto zajrzeć na stronę internetowa autora -http://andyrobertshaw.com/
Polecam te trzy książki wszystkim zainteresowanym brytyjską armią i Wielka Wojną.
Minął kolejny rok od zaćmienia słońca i kolejny rok blogowania. Kolejny rok życia. Trochę już wody upłynęło od stycznia 2011, kiedy postanowiłem przelewać w internet te niewielkie ilości tego co mi siedzi wewnątrz czaszki. Blog trwa, różne dziwne rzeczy się tu pojawiają, czasem nawet ktoś przeczyta. Mimo licznych błędów, literówek i stylu autora. Dziękuję Szanownym Czytelnikom :)
Co dalej? Mądre przysłowie powiada "Człowiek myśli, Pan Bóg kryśli." Plany jednak są, skończyć wreszcie książkę o żołnierzach brytyjskich z krakowskiego cmentarza (w tym roku powinienem ją zamknąć), są kolejne plany w rekonstrukcji historycznej, myślę o osobnym blogu o Wielkiej Wojnie. To wszystko plany, którymi mamie umysł przed obawami jakie niesie ten nowy rok. Dwa ostatnie lata też do łatwych nie należały. W sumie w pewien sposób pisanie bloga w nich pomogło.
Nie trzeba być wielkim znawcą Wielkiej Wojny żeby wiedzieć że na Boże Narodzenie roku 1914 zdarzyło się coś niesamowitego. Ludzie którzy ostatnie prę miesięcy poświęcali na to żeby się zabijać i okaleczać, wyszli do siebie z okopów by w czas wspomnienia narodzin Zbawiciela, być po prostu dla siebie ludźmi.
Nie wszędzie i nie wszyscy. W kilku miejscach, Niemcy i Brytyjczycy. Jak wspominał jeden z brytyjskich żołnierzy:
" Słyszeliśmy jak Niemcy śpiewają "Cichą Noc" i wystawili kartkę z napisem "Merry Christmas". Znów zaczęli śpiewać, a nasi chłopcy na to "Przyłączmy się ". Zaczęliśmy śpiewać, oni przestali. My przestaliśmy, oni zaczęli. Niemcy machali do nas "Wesołych Świąt , Tommy".
Jeden Niemiec wyskoczył z okopu i krzyczał "Szczęśliwego Bożego Narodzenia, Tommy!" Nikt nie strzelił, co było niesamowite, bo wcześniej nie mogłeś nawet wystawić palca z okopu żeby go ktoś nie odstrzelił.(...)Są Święta! Wszyscy wyskoczyliśmy z okopu , Niemcy też ruszyli w nasza stronę, podeszliśmy do zasieków i uścisnęliśmy sobie ręce"
Na środku ziemi niczyjej żołnierze rozmawiali, jedli, pili, grali w piłkę. Jakby wojna była jakimś odległym snem, koszmarem z którego wszyscy chcieli się obudzić. No dobra może nie wszyscy, jeden z Brytyjczyków wspominał że dokładnie obejrzał sobie pozycje niemieckie, by znaleźć miejsce z którego strzelał pewien uprzykrzony snajper.
Te wydarzenia nazwano świątecznym rozejmem, w zasadzie świątecznymi rozejmami. Często się o nich wspomina, nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia. Zahaczyły się w kulturze popularnej czy to dzięki teledyskowi do piosenki Paula McCartneya
Czy filmowi "Joyeux Noel", do którego dorzucono Francuzów (wątek z przebranym w niemiecki mundur Francuzem, ruszającym na tyły by poznać losy rodziny swego oficera, nie powiem, wzruszający).
W wielu miejscach żołnierze długo utrzymywali ten stan zawierzenia broni. Aż do 3 stycznia 1915 roku trwał on na pozycjach 1/6 batalionu Gordon Highlanders. Tego dnia niemiecki oficer podszedł do szkockich okopów i poinformował ze niestety przełożeni zmuszają go do podjęcia walki. Panowie ustalili że zaczną ponownie za godzinę. Synchronizowali zegarki , pożegnali, po godzinie na nowo rozpoczęli wojnę.
W Święta roku 1915 sytuacja się nie powtórzyła. Ani nigdy później...
Richard Holmes w znakomitej książce "Tommy" przedstawia wspomnienia jednego z brytyjskich żołnierzy z świątecznego czasu 1915 roku. Jak w ogień karabinu maszynowego uchwycili niemiecki patrol naprawiający druty pod osłoną (może wigilijnej) nocy.
"Flara rozbłysła rzucając poświatę na chwiejne, duchom podobne padające postacie.(...) Dwóch Szkopów wpadło na własny drut i zginęło. Siekliśmy ziemię gdzie padli wrogowie ogniem , by wykończyć spryciarzy którzy udawali by martwych."
Pokój ludziom dobrej woli...
Postać Mustafy Kemala Paszy, "Ojca Turków", intrygowała mnie od dawna. Żołnierz, polityk, człowiek, który stworzył nowoczesne państwo tureckie, praktycznie naród turecki. Przyglądając się takim postaciom bardzo ciężko rozdzielić fakty od mitologii. Już nie mówiąc o tym że dzieje Turcji, szczególnie te najnowsze są raczej u nas mało znane. Sam Kemal Pasza istnieje w pewnych kalkach rozumowych-Gallipoli, wojna o niepodległość, pierwszy prezydent republiki, westernizacja kraju, sekularyzacja. Chciało by się wiedzieć więcej. No cóż trzeba znaleźć dobrą biografię. Według mnie taką jest książka autorstwa Andrew Mango.
Takie książki lubię już na pierwszy rzut oka- przeszło pięć setek drobnego druku i to samej treści, nie licząc map, zdjęć, dodatków, przypisów, biografii i indeksu (grube książki bez indeksu to zło wcielone ;)) No i autor zna turecki i na tureckich źródłach bazuje. Nawet na wpisach w dzienniku wejść straży prezydenckiej. Mango kreśli obraz życia Mustafy na tle przemian jego ojczyzny i całego Bliskiego Wschodu, przemian których wielokroć sprawcą był sam Kemal (nie lubił jak się do niego zwracano tylko tym imieniem). Praca jest dość dokładna i pełna szczegółów. Można się pogubić w tureckich nazwach i wielości imion i wydarzeń. Zwłaszcza w kwestiach politycznych. Pomocny jest w rozeznaniu się słowniczek ważniejszych postaci.
Czego ja szczególnie poszukiwałem w tej biografii? (prócz rozjaśnienia mroków mojej wiedzy o Turcji po zakończeniu Wielkiej Wojny). Postawy Mustafy wobec rzezi Ormian. Sam nie brał w niej udziału, walczył wtedy na Gallipoli, nigdy jej jednak nie potępił i korzystał z usług ludzi, którzy w ludobójstwach udział brali. (pozbywając się ich potem w rożny sposób) Jego idę było stworzenie państwa narodowego, mniejszości-Ormianie, Grecy, nie pasowali do jego modelu. Po prawdzie ich lojalność wobec państwa osmańskiego często była wątpliwa (co w żaden sposób nie usprawiedliwia ludobójstwa, rzeż Ormian jest dla mnie czymś przerażająco niewyobrażalnym). Najbardziej lojalni byli Żydzi. Kurdów Mustafa wykorzystywał do walki, obiecywał autonomie, by potem ich na siłę sekularyzować i wynaradawiać.
Chciałem się też dowiedzieć jakim człowiekiem był Ataturk. Nie tylko mity czy dokonania, nie brąz pomnika. To też w biografii Mango znajdziemy. O zamiłowaniu do alkoholu, które znacznie skróciło mu życie. O zamiłowaniu do kobiet, młodych kobiet.
Ta młoda dama, Fikirye, dla/przez niego nawet się zabiła. Ten szermierz emancypacji kobiet, pozbył się swojej żony muzułmańskim rozwodem, na parę miesięcy przed wprowadzeniem praw równościowych. Żona chciała go dla siebie, a on pił z kolegami i tworzył przy zakrapianym suto stole historię. Obalił sułtanat i kalifat, zwalczał stare obyczaje (zamienił fezy na kapelusze) a nad jego przybranymi córkami opiekę sprawował czarnoskóry eunuch. Miał szaleńcze pomysły, na nowo pisał turecką historię i na nowo tworzył język.
Z kwestii politycznych niezmiernie ciekawym jest jego gra z bolszewikami. Nie wpadając w ich sidła wyciągał od nich broń czy pieniądze.
Dla każdego zainteresowanego historią Turcji i postacią Ataturka ta książka będzie kopalnią wiedzy. Warto i to bardzo.