wtorek, 24 czerwca 2014

Warto zobaczyć:"Jak wytresować smoka 2"

No dobra, po pierwsze bardzo dawno nic tu nie napisałem. Ani mądrego (co i tak rzadko) ani głupiego(co już prędzej się zdarzało). Główną przyczyną jest oczywiście Wielka Wojna, i próby pisania o niej na blogu Matka Stulecia (który ma też swoją stronę na FB, gdzie praktycznie co dzień pojawia się jakiś wpis). Po za tym oczywiście lenistwo;).
Spróbuję jednak co nieco nadrobić, poczynając od moich wrażeń po filmie "Jak wytresować smoka 2".


Pierwsza część w kinie mnie ominęła, zobaczyłem ją duuużo później w telewizji. Z niekłamanym zachwytem. Tak samo uwielbiamy (z córką) serial. Wspaniałe smoki, wyraziste postacie, humor i nienachalny dydaktyzm i jakaś taka prosta, acz życiowa, mądrość. W sumie nie odpowiada mi tylko polski tytuł-tresura zakłada podporządkowanie, wyższość jednej ze stron. Tutaj mamy do czynienia z zrozumieniem i przyjaźnią.
Druga cześć filmu ponownie zabiera nas na wyspę Berg, tym razem jednak 5 lat po wydarzeniach znany z pierwszej odsłony dziejów wikingów i smoków. 5 lat to sporo czas, Berg zmieniła się mocno, dojrzeli też bohaterowie. Czkawka to już prawie mężczyzna, z sypiącą się brodą (zarost pojawia się też na obliczach jego kumpli, ale tu z powodu zauroczenia Szpadką). W temacie brody pozostając to siwizna zdobi już zarost Stoika. Acha, Astrid wyrosła na piękną niewiastę.  Smoki zaś są nieco większe i równie rozkoszne. 
Nie zdradzając fabuły, to film o dorastaniu, zrozumieniu i przyjaźni, jak wspominałem wcześniej nie ma tu nachalnej dydaktyki. Jednak jak w życiu lekcja jest bolesna. Bo można coś odzyskać, ale trzeba liczyć się z tym że coś się straci. Kogoś, bardzo ważnego się straci. 
Wspaniale prezentują się krajobrazy, nowe smoki (Alfy są potężne i straszliwe), sceny lotów i walk. Wiele ujęć budzi zachwyt.Jest sporo humoru, parę scen chwytających za serce, parę kiedy ukradkiem (bo sala pełna jest ludzi) ociera się łzę.
Piękny, mądry, wzruszający film. Polecam.

środa, 12 marca 2014

Wzięło mnie na sentymenty.

No, tak. 20 lat temu (Jezuu, jak dawno) taka wiadomość zmroziła by mi krew w żyłach. Manowar grać będzie w Katowicach. Niecałą godzinkę turlania się pociągiem ode mnie. Bojciu ale kiedyś byłem zakochany w ich muzie. Teraz jestem zgrzybiałym piernikiem i od lat ich nie słuchałem. Nie mówiąc że po płycie "The Triumph of Steel" nie nagrali nic, według mnie, ciekawego. 
Nostalgia jednak pozostaje. Zaczęło się od pożyczonej od kumpla kasety "Fighting the World". Wtedy każdy z utworów był dla mnie hitem. Gdyby jednak wybrać ten jedyny ...ciężko...oj ciężko. chyba jednak "Defender"


Potem, w tym radosnym czasie kaset magnetofonowych, kupowało się następne i praktycznie zajeżdżało w "Kasprzaku". "Sign of the Hammer", kto wie czy nie najlepszy album. 


Słabiutkie "Hail to England", czy wreszcie "archetypiczny" Manowar czyli "Kings of Metal"


Ostatni na kasecie był "The Triumph of Steel". Prawie trzydzieści minut z Achillesem i Hektorem :)


Na studiach już wydawałem swoje stypendium na brakujące albumy, już na CD. Potem, no cóż potem, Manowar odszedł w zapomnienie. Czasem posłuchało się którejś z starych piosenek. Nowe albumy zupełnie nie podchodziły. 
A mówiłem już że w maju grają w Spodku? ;) Chyba trzeba by cofnąć na chwile czas o te dwadzieścia lat. 







sobota, 8 marca 2014

8.III

Prócz dnia kobiet, zmienionego w rytualne wręczanie habazi, chciałbym narodowego dnia Marii Skłodowskiej Curie.


Pośród tylu przeróżnych "narodowych" świąt, dni, obchodów chciałbym wspomnienia niezwykłej kobiety, która zmieniła świat. I mogła by być wzorem nie tylko dla kobiet. 
Chciałbym (co niezwykłe o czym mówiono w czasie ostatnich obchodów 11 listopada) żeby mówiono że wolna Polska, u zarania swej państwowości przyznała pełnie praw obywatelskich kobietom. Że możemy być dumni z Ojców naszej odzyskanej państwowości. Bo docenili Matki. 

środa, 5 marca 2014

Zabójcze śliczności. Część czwarta (bodajże)

Nie ma co ukrywać wieje tu pustką od pewnego czasu. Przyczyna główna to oczywiście blog o Wielkiej Wojnie. Jednak trzeba i tu czasem coś napisać, a swego czasu zacząłem opowiadać o moich ulubionych przedstawicielach broni palnej, więc ot kolejny typ. 
Karabin Maszynowy Lewis.

Australian War Memorial
Nie będę ukrywać że jest to maszynka z którą wiążą się moje plany rekonstrukcyjne. Wynalazek pułkownika Lewisa z 1911 roku, który popularność zyskał w Belgii i w Wielkiej Brytanii. chłodzona powietrzem, dość lekka broń, wprowadziła nową wartość na pole bitwy. Brytyjczycy wycofali z pułków piechoty ciężkie Vickersy (grupując je w Machine Gun Corps), a Tommys dali własnie Lewisy. Nie żeby byli początkowo z nich wielce zadowoleni, siła ognia jednak mniejsza, pojemność talerzowego magazynka także. Jednak wkrótce "belgijski grzechotnik"  pokazał swoje zalety. 

Australian War Memorial
Zalety tak spore iż Niemcy namiętnie wykorzystywali zdobyte Lewisy (przerobione wcześniej na własną amunicję). Właśnie na takim Lewisie z kamratami zamierzamy oprzeć nasze odtwarzanie niemieckich szturmowców. 


Sama zaś broń urzeka mnie wyglądem. Jak w przypadku opisywanego wcześniej pistoletu Mauser, wygląd mówi sam za siebie. Popatrz jaki jestem nowoczesny i jaki zabójczy. Cholera, za bardzo jestem dzieckiem industrializacji :)



środa, 12 lutego 2014

...

Da się tu zauważyć posuchę. Rzuciłem się w prace nad "Matką Stulecia".  co rusz odkrywam, nowe ciekawe, rzeczy, które próbuje tam przedstawić. Może inaczej, mi wydają się ciekawe. Bo czytelników jak na lekarstwo. I tak sobie piszę, sobie i muzom. Z rosnącym przekonaniem że pisać nie potrafię i ze jestem nudny. 

piątek, 17 stycznia 2014

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Klan Ito.

Gęsto i mroczno się robi od postów tyczących Wielkiej Wojny, warto by wiec może zmienić nieco klimat. Na bardziej wschodni i figurkowy.  Wykorzystując parę promyków słońca udało mi się dokończyć (choć bez wszystkich podstawek) moją bandę klanu Ito do systemu "Bushido"


Po dość odjechanym Kulcie Yurei, równie odjechany klan Ito. Jeden z możnych rodów świata gry, złowieszczy w swej naturze, a poprzez kontakty z tajemniczym wężowym kami (bóstwem) obdarzony gadzimi atrybutami. No może nie wszyscy są obdarzeni, ale niektórzy dość poważnie, na tyle że ich człowieczeństwo można bardzo mocno postawić pod znakiem zapytania. 


Ito Itsunagi, zuchwały następca przywódcy klanu, okazujący pogardę dla wrogów poprzez brak zbroi. Figurka w pozie może mało dynamiczna, ale robi niezłe wrażenie napięcia, oczekiwania na atak potężnych mieczy  (choć jak on jest w stanie machać dwoma katanami naraz nie mam pojęcia).



 Akimoto-jak widać tenże wojownik zgadział bardzo mocno. Fajny miks człowieka i kobry.


Sakura, jednak ta dama z kwiatem wiśni od którego ma imię niewiele ma wspólnego. Wężowa kapłanka o sercu zimnym jak ostrze jej noża.


Pozostając przy niewiastach, jeśli można jeszcze o niej tak powiedzieć, Ito Kaihime. Jak widać szczodrze obdarzona (bez skojarzeń) wężowymi łaskami. Bardzo ciekawy model, przyjemny w malowaniu.


Świątynni wojownicy. Bardzo ładne, bardzo samurajskie w wyglądzie figurki. Ślicznie im się szaty układają, nadając dynamizmu. 


Na koniec samuraje w wersji bardziej pancernej. Niestety temu na pierwszym planie zgubiłem sztandar (ale się znalazł, tylko go jeszcze nie pomalowałem), więc jest niepełny. Ciekawe zbroje i hełmy, figurki robią wrażenie jak przystało na obleczonych w zbroje samurajów. 
Oto cały mój klan Ito :).